Zacząłem od siebie
Zanim zacząłem komukolwiek cokolwiek doradzać, przez pół roku po prostu brałem te ekstrakty i patrzyłem, co się dzieje. To wciąż jest moje pierwsze kryterium: czy sam bym to komuś dał.
Wcześniej poznałem Mateusza, założyciela Aloha Fungi. Od niego dowiedziałem się, jak wygląda ta branża od podszewki: skąd bierze się surowiec, co znaczy owocnik, a co grzybnia na ryżu, i czym różni się ekstrakt od zmielonego proszku. Tych rzeczy nie ma na etykiecie i nie ma ich w internecie.
Reszty nauczyłem się sam. Wiedzę o grzybach i ziołach zbudowałem we własnym zakresie: z rozmów z Mateuszem i z książek z nurtu medycyny chińskiej, do których wracam do dziś. Nie odziedziczyłem jej po nikim i nie kupiłem na weekendowym kursie. Siedziałem nad tym po godzinach, bo mnie to wciągnęło.
Po pół roku dołączyłem do zespołu. Od ponad roku odpowiadam tam za tę część, w której trzeba usiąść z drugą osobą i zastanowić się, co konkretnie ma sens w jej sytuacji.
Jeśli pisałeś kiedyś na WhatsApp do Aloha Fungi i odpisał Ci Kuba, to byłem ja.